Logo Strona główna   Pomoc    Przejdź w górę do witryny Biuletyn Politechniki Śląskiej
Z Życia Politechniki Śląskiej
Nr 7. Kwiecień 2006
 
 
 
Z Życia Politechniki Śłąskiej
Icon Z prac Senatu
Icon Kronika Rektorska
Icon Akty normatywne Uczelni
Icon Stopnie naukowe, tytuły, stanowiska
Icon Dział Współpracy z Zagranicą informuje
Icon Konferencje i seminaria naukowe
Icon Z życia CKI
Icon Działalność CEK
Icon Finał IV edycji konkursu „Mój pomysł na biznes”
Icon Dzień otwarty Politechniki Śląskiej
Icon Godne odnotowania
Icon Aktualności MEiN
Icon Notatki przewodniczącego RGSzW
Icon Nowości Wydawnictwa Politechniki Śląskiej
Icon Kultura
Icon Sport
Icon Kronika żałobna
 
 
 
 
Icon
KULTURA

REMONTowanie Politechniki
Akademicki Teatr REMONT funkcjonuje od trzech lat i ma na koncie już pięć premier.
Zespół stale się powiększa a jego członkowie są pełni zapału do dalszej pracy.

Za datę powstania teatru przyjmuje się rok 2003, kiedy to ATR zaistniał formalnie. Jednak, aby uchwycić jego początki, trzeba cofnąć się do połowy października 2002 r., kiedy to grupa studentów Wydziału Architektury uczestniczyła w zajęciach z historii budowy miast u dr inż. arch. Elżbiety Rdzawskiej.
– Podczas jednej z dyskusji student III roku Łukasz Łyduch wspomniał o swoich zainteresowaniach teatralnych. Wówczas zaproponowałam, aby razem z innymi studentami założył na uczelni zespół kabaretowy albo teatralny, na co zareagował z wielkim entuzjazmem. Przedstawiliśmy propozycję Prorektorowi ds. Dydaktyki prof. Ryszardowi Wilkowi, któremu pomysł ten bardzo się spodobał i który bardzo się zaangażował w pomoc przy organizowaniu teatru – wspomina początki REMONT-u dr Rdzawska, „opiekun duchowy” teatru, jak nazywają ją studenci-aktorzy.
Potem rozpoczęła się praca nad koncepcją i załatwianie formalności związanych z funkcjonowaniem teatru. Konieczne było przede wszystkim znalezienie reżysera, który mógłby poprowadzić tę pełną zapału, ale amatorską przecież grupę teatralną.
– Początkowo pomagał nam katowicki reżyser Michał Tramer, który jednak, z powodu nadmiaru obowiązków, nie mógł nawiązać z nami stałej współpracy. Ostatecznie tego ryzykownego zadania podjął się reżyser Teatru Tradycyjnego z Krakowa Tadeusz Hankiewicz, który prowadzi zespół do dzisiaj – opowiada dr Rdzawska. W pierwszej grupie znalazło się kilkoro studentów Wydziału Architektury. Dwoje z nich – Barbara Dzikoń i Rafał Malarz – jest w zespole do dzisiaj. Pierwszym szefem teatru był wspomniany już Łukasz Łyduch. Po nim odpowiedzialność tę podejmowali kolejno: Elżbieta Zgądek, Anna Ciążeńska i Jagoda Młodawska, która kieruje teatrem obecnie, dbając o wszelkie sprawy organizacyjne, związane z funkcjonowaniem REMONTU. Istniał więc zespół, był reżyser. Pozostało jeszcze wymyślenie dla teatru jakiejś nazwy.

Uwaga! Remont!
Oczywiste dla wszystkich członków teatru było, że w nazwie nowo powstającej instytucji znaleźć się muszą słowa: teatr oraz akademicki. Ale jaką ma mieć ona nazwę?
– Kiedy pojawiliśmy się w budynku Kino-Teatru X na jednej z pierwszych prób, rzuciła nam się w oczy tabliczka wisząca na drzwiach wejściowych a pozostawiona pewnie przed laty przez jakąś ekipę remontową z napisem: REMONT. To było to! Od razu zgodziliśmy się, że to świetna nazwa. Jak wiele możliwości interpretacyjnych posiadała! Dla nas oznaczała chęć poddania „remontowaniu” za pomocą literatury i teatru uczelni wybitnie przecież stechnicyzowanej, jaką jest Politechnika – opowiada kulisy wyboru nazwy dla teatru Barbara Dzikoń, aktorka i studentka architektury.
Członkowie REMONT-u są zgodni, że teatr istnieje dzięki władzom uczelni. Obecnie działa pod patronatem Rektora Politechniki Śląskiej prof. Wojciecha Zielińskiego oraz Prorektora ds. Dydaktyki prof. Ryszarda K. Wilka. – Bardzo pomagają nam również Jerzy Malitowski z STG, szef Kino-Teatru X, Samorząd Studencki, a także Grażyna Maszniew z Działu Nauczania i Spraw Studenckich, bez której już dawno byśmy zginęli – twierdzą członkowie REMONT-u.
Przedstawienia wystawiane są najczęściej na deskach „Kino-Teatru X”, tu też odbywają się próby i przygotowania pod okiem reżysera Tadeusza Hankiewicza.

Po pierwsze - różnorodność
Dorobek artystyczny trzyletniej działalności teatru obejmuje utwory różnorodne – od klasyki, po teatr absurdu. „Jan Maciej Karol Wścieklica” Stanisława Ignacego Witkiewicza miał premierę w marcu 2004 roku. „Ogniwa” Jary’ego Cimrmana w grudniu tego samego roku. Premiera „Dam i huzarów” Aleksandra Fredry odbyła się w kwietniu 2005 roku – dokładnie w 180. rocznicę prapremiery. W tym sezonie, ponieważ zespół bardzo się powiększył, ATR zaprezentował aż dwie premiery, przygotowane przez dwie oddzielne grupy: „Tango” Sławomira Mrożka, którego premiera odbyła się 6 kwietnia, oraz „Lekcję” Eugène Ionesco, wystawione po raz pierwszy 27 kwietnia w miejscu, w którym lekcje, a raczej wykłady odbywają się na co dzień, czyli w Centrum Edukacyjno-Kongresowym Politechniki Śląskiej.
Działalność teatru nie ogranicza się jedynie do prób przed kolejnymi premierami. Członkowie teatralnej trupy prowadzą cykl słuchowisk, zwany „Spotkaniami przy spiralnym stoliku”, podczas których w klubie studenckim „Spirala” czytają współczesne, a przez to często kontrowersyjne, dramaty.
Członkowie ATR-u przyznają, że lubią różnorodność, poznawanie nowych estetyk i kierunków rozwoju dramatu. Nie chcą poddawać się żadnym trendom. Propozycje nowych tekstów podsuwa głównie reżyser.
Jak sobie radzą z godzeniem zajęć na wymagających przecież studiach technicznych i uczęszczaniem na próby? Dr Rdzawska przyznaje, że czasem zaangażowanie w teatr może odbywać się kosztem zajęć. Dodaje jednak: – To są odpowiedzialni ludzie. Kiedy wiedzą, że nie dadzą rady pogodzić swoich obowiązków z teatrem, zrobią sobie przerwę w graniu. Wiedzą, że do REMONTU będą mogli wrócić. Najważniejsze, że granie sprawia im ogromną radość.

Kim są?
Obecnie ATR tworzy kilkanaście osób, głównie studenci Politechniki Śląskiej, ale także pracownik administracyjny czy osoby spoza uczelni, które o działaniu teatru dowiedziały się pocztą pantoflową, jak student Akademii Rolniczej we Wrocławiu, absolwenci Uniwersytetu Śląskiego, a nawet licealistka z Raciborza.
Aktorzy są bardzo kreatywni. Sami wymyślają scenografię, organizują sobie kostiumy i rekwizyty. Próby odbywają się co dwa tygodnie w weekendy.
W ciągu sezonu jedna grupa jest w stanie przygotować nową sztukę. Pracę nad nią rozpoczynają na jesieni, aby na wiosnę móc ją zaprezentować kolegom ze studiów, swoim wykładowcom i innym zainteresowanym.
Obecnie w skład teatru wchodzą: Katarzyna Bedryj, Maja Duda, Bożena Świstek, Maciej Łyczko, Rafał Malarz, Daniel Olejnik, Emil Stasik (ekipa „Tanga”), oraz: Barbara Dzikoń, Jagoda Młodawska, Tomasz Malkowski, Agata Nosiła i Magdalena Skłodowska (zespół „Lekcji”).
Po wielomiesięcznych próbach przed kolejną premierą pozostaje już tylko umalowanie aktorów i „kopnięcie na szczęście” przed wyjściem na scenę. Role te zarezerwowane są dla dr Rdzawskiej, która chyba szybko z nich nie zrezygnuje.
Akademicki Teatr REMONT, jak zapewniają jego członkowie, jest miejscem otwartym dla wszystkich tych, dla których teatr jest pasją, formą autoekspresji oraz świetną zabawą. Aktorom marzy się teraz zaprezentowanie przed „obcą” publicznością, poza uczelnią. Chcieliby pokazać się na zewnątrz. Pierwsze szlify mają już zresztą za sobą. 11 maja w siedzibie Domu Współpracy Polsko - Niemieckiej ATR wystawił inscenizację teatralną na podstawie prozy Hornsta Bienka.

Paweł Doś Poniżej publikujemy recenzję premierowego spektaklu „Lekcja”.

Premiera „Lekcji” Eugène Ionesco w Akademickim Teatrze REMONT
27 kwietnia odbyła się premiera „Lekcji” Eugène Ionesco w wykonaniu Akademickiego teatru „Remont” w reżyserii Tadeusza Hankiewicza. Jednoaktówka Ionesco jest porywającą, zaskakującą i przerażającą zarazem lekcją teatru absurdu. Ionesco w swojej sztuce przełamuje językowe tabu, prowokuje, wprowadza nas w świat perwersyjnych obsesji i niebezpiecznego obłędu. Jednak poprzez historię będącą mrocznym studium obsesji dramatopisarz analizuje szereg ważnych kwestii: relacji pomiędzy profesorem i uczennicą, mężczyzną i kobietą, rzeczywistością i nierzeczywistością.

Profesor (Tomasz Malkowski) jest pogrążonym w obłędzie człowiekiem będącym na przemian to dobrym, to złym, czarującym i odpychającym, skromnym i lubieżnym. Przemianie jego osobowości towarzyszy zmiana postrzegania świata. Przychodząca do niego na korepetycje uczennica niespodziewanie zamienia się z grzecznej dziewczynki (Jagoda Młodawska) w drapieżną i ponętną kobietę (Agata Nosiła) lub zastyga w posągowych pozach (Barbara Dzikoń). Ciekawym zabiegiem było zaproszenie do grania tej samej uczennicy trzech różnych kobiet. Powoduje to, że rozszczepienie jaźni profesora nabiera wyraźnego kształtu, a jego pokój zapełniają stworzone przez niego imaginacje. Nad całością zdaje się czuwać chłodna i wyrachowana służąca (Magdalena Skłodowska), która ostrzega przed niebezpieczeństwem, ale nie robi nic, by jemu zapobiec. W istocie ona również żyje w szalonym świecie i też pozostaje na granicy obłędu. Pomaga jednak profesorowi ukryć ślady zbrodni.

Trzy uczennice, które mogliśmy oglądać na scenie, są jedną i tą samą osobą. Tylko jedna uczennica weszła do pokoju nauczyciela. Pozostałe dwie pojawiły się nagle i niespodziewanie – jedna wyszła spod stołu, drugą okazała się być stojąca w kącie rzeźba. Gdy uczennicę zaczynają boleć zęby, ból odczuwają wszystkie trzy jej wcielenia. Jako że rola uczennicy została podzielona pomiędzy trzy różne aktorki, można było zarysować bardzo wyraźnie relacje pomiędzy różnymi aspektami tej samej kobiety a jednym obłąkanym mężczyzną. Spokojna uczennica budziła w nim pożądanie, wyuzdana natomiast – lęk i obawy.


Aktorzy po udanym występie. Stoją od lewej: Tomasz Malkowski, Jagoda Młodawska, Agata Nosiła, reżyser Tadeusz Hankiewicz, Barbara Dzikoń , Magdalena Skłodowska

Na szczególną uwagę zasługuje rola kreowana przez Tomasza Malkowskiego który na scenie grał z wielką swobodą i swadą. W sposób subtelny lub – przeciwnie – bardzo gwałtowny przechodził z jednego stanu emocjonalnego w drugi. Kreowana przez niego postać nabrała szczególnego uroku i dowcipnego psychopatycznego wdzięku. Bardzo dobrze wypadły sceny z prowokującą uczennicą. Wcielająca się w tę rolę Agata Nosiła potrafiła stworzyć niepowtarzalną atmosferę przesyconą erotyzmem. Podejmowała ze swoim nauczycielem specyficzną grę, do której ten nie był przygotowany. Prowadziła więc za nim sceniczny pościg, starając się go uwieść. Relacje pomiędzy nauczycielem a spokojną uczennicą kształtowały się zgoła inaczej. Bardzo dobrze grająca Jagoda Młodawska spokojnie znosiła zaloty nauczyciela, odpowiadała na jego pytania, notowała absurdalne wywody pozbawione sensu. Teatr absurdu wbrew pozorom wymaga bardzo głębokiej analizy, która musi poprzedzić sceniczne próby. Złe zrozumienie tekstu może sprawić, że z wielopłaszczyznowego utworu na scenie zostanie banalny zbiór mało śmiesznych scen. Studenci z teatru „Remont” wybrali więc sztukę niezwykle trudną. Stanęli jednak na wysokości zadania, dając przedstawienie dobre i intrygujące.

Zofia Zielińska

Muzyka Mozarta i Schuberta w Klubie Pracowników
W mury Klubu Pracowników po raz kolejny zawitała muzyka poważna. Tym razem z koncertem wystąpił jeden z najlepszych polskich zespołów kameralnych - KWARTET ŚLĄSKI.

Zespół powstał w 1978 r., a jego członkowie – Szymon Krzeszowiec (I skrzypce), Arkadiusz Kubica (II skrzypce), Łukasz Syrnicki (altówka) i Piotr Janosik (wiolonczela) – wywodzą się z Akademii Muzycznej im. Karola Szymanowskiego w Katowicach. Muzycy doskonalił swe umiejętności na kursach mistrzowskich, prowadzonych przez członków takich znakomitych kwartetów, jak Amadeus, Smetana czy Berg. Obecnie na repertuar KWARTETU ŚLĄSKIEGO składa się ponad 300 pozycji literatury kameralnej, z czego około 200 to literatura XX wieku. Zespół dokonał około 70 prawykonań kwartetów smyczkowych kompozytorów polskich i obcych, z których część dedykowana jest KWARTETOWI. Na koncercie w Klubie Pracowników Politechniki Śląskiej, który odbył się 5 kwietnia, KWARTET ŚLĄSKI wykonał Kwartet smyczkowy B-dur K.V.458 Wolfganga Amadeusza Mozarta oraz słynny Kwartet smyczkowy d-moll „Śmierć i dziewczyna” Franciszka Schuberta. Na zakończenie koncertu w bisach zespół wykonał jeszcze „Polkę” Dymitra Szostakowicza.


Kwartet Śląski w komplecie

Utwór Mozarta powstał między rokiem 1782 a 1785, razem z pięcioma innymi kwartetami, uznawanymi za szczytowe osiągnięcia dla tego gatunku. Był to czas, kiedy Mozart powrócił do pisania kwartetów, zainspirowany utworami Józefa Haydna, z którym łączyła go przyjaźń. To właśnie jemu zadedykował Mozart skomponowane wówczas utwory. Schubert napisał swój kwartet w 1824 r., a więc w czasie, gdy był już świadomy swej nieuleczalnej choroby. Tytuł zaczerpnięty został z jednej z pieśni kompozytora, z której motyw został wykorzystany w drugiej części kwartetu. Często, gdy kompozytor podejmuje tę wyjątkową tonację d-moll, ma do przekazania coś ważnego. Tak też było w przypadku kwartetu „Śmierć i dziewczyna”, w którym Schubert ukazał wielki dramatyzm walki między życiem i śmiercią, poszukiwaniem sensu i nihilizmem – aż po spektakularny finał w części IV Presto, w którym dopatrzeć się można głębokiego i pełnego pasji opowiedzenia się po stronie pozytywności życia. Ponownie zatem mieliśmy okazję posłuchać wspaniałych utworów z historii muzyki w znakomitym wykonaniu. Pozostaje czekać na kolejne okazje.

Paweł Doś

Wystawa malarstwa Mariana Figla
6 kwietnia w Galerii Klubu Pracowników Politechniki Śląskiej otwarta została wystawa malarstwa Mariana Figla.

Autor wystawy ukończył Akademię Sztuk Pięknych w Krakowie w 1979 roku. Prace swoje prezentował na sześciu wystawach indywidualnych. Brał udział w kilkudziesięciu wystawach malarstwa i rysunku w kraju i za granicą (Francja, Anglia, Irlandia, Szwecja, Niemcy), a także w konkursach, festiwalach i pokazach sztuki współczesnej. Współzałożyciel grupy „Konger”. Laureat m.in. włoskiej nagrody „Premio Internationale Apollo Musagete” w 1985r. Zajmuje się malarstwem, ilustracją książek i czasami scenografią teatralną. Mieszka i pracuje w Krakowie. Prezentowane na wystawie obrazy malowane w technice tempery, pastelu i oleju wypełnione znakami i symbolami na wyrafinowanych kolorystycznie tłach tworzą fantastyczne zapisy, w których artysta używa własnego języka. W katalogu do wystawy autor pisze: „…człowiek jest pośrednikiem dla znaków, bo one przepływają przez niego pukając jak Bóg puka cicho do drzwi duszy. Szukają one łodzi i przewoźnika, ciała i medium…”


Marian Figiel

Obrazy dotykają innej niż dostępna zmysłowo sfery rzeczywistości, choć nie są zupełnie wolne od realistycznych przedstawień. To przede wszystkim zapis życia duchowego artysty, dla którego udało się mu znaleźć fascynujący ekwiwalent malarski. Twórcze poszukiwanie harmonii między światem materialnym i duchowym to najszlachetniejszy wątek malarstwa Mariana Figla.

Red.